Profilaktyka: inwestycja, której Polska wciąż nie potrafi zrobić
Profilaktyka nie przyciąga uwagi tak jak ratowanie życia na OIOM-ie. Nie jest spektakularna, nie daje natychmiastowych efektów. Ale to właśnie ona mogłaby uratować tysiące istnień i miliardy złotych, które dziś wydajemy na leczenie chorób możliwych do uniknięcia. W nowym odcinku podcastu „Po pierwsze Pacjent” Monika Rachtan rozmawia z prof. Arturem Mamcarzem i Igorem Grzesiakiem o tym, dlaczego wciąż nie potrafimy traktować profilaktyki jak inwestycji w przyszłość, a nie kosztu tu i teraz.
Profilaktyka: wszyscy wiedzą, nikt nie robi
Polacy deklarują, że profilaktyka jest ważna, ale tylko niewielki odsetek rzeczywiście z niej korzysta. Większość z nas nie wie, jakie badania przysługują w ramach POZ, gdzie je wykonać ani że lekarz rodzinny może wystawić skierowanie. Deklaratywnie jesteśmy świadomi, praktycznie – zupełnie nie. System zaś nie pomaga: nawet jeśli ktoś się bada, często zostaje bez informacji, co zrobić dalej.
Zdaniem prof. Mamcarza, to błędne koło braku informacji, motywacji i koordynacji. Efekt widać w szpitalach: zamiast wykrywać choroby wcześnie, leczymy ich powikłania. A przecież wykrycie nadciśnienia, cukrzycy czy nowotworu w pierwszym stadium to nie tylko lepsza jakość życia, ale też kilkukrotnie niższy koszt terapii.
Brak informacji to też choroba
Programy profilaktyczne istnieją, ale giną w gąszczu biurokracji i braku promocji. Program 40+ pokazał, że Polacy chcą się badać – jeśli wiedzą jak. Problem w tym, że zabrakło kontynuacji: interpretacji wyników, planu działania, zachęty do kolejnych kroków. Igor Grzesiak zwraca uwagę, że nowy program „Moje Zdrowie” może to zmienić – o ile nauczymy się komunikować prosto, lokalnie i skutecznie. Bo komunikacja to klucz.
Nie potrzebujemy kolejnych wielkich kampanii za miliony złotych. Potrzebujemy działań w małych społecznościach, prowadzonych przez lokalne organizacje, które wiedzą, jak dotrzeć do swoich ludzi. W profilaktyce liczy się zaufanie i powtarzalność, nie liczba spotów w telewizji.
Szczepienia: największy sukces, którego wciąż się boimy
Choć szczepienia uratowały miliony istnień, coraz częściej stają się ofiarą dezinformacji. W sieci dominują fałszywe narracje, a lekarze muszą tłumaczyć rzeczy oczywiste: że szczepienia nie tylko chronią przed chorobą, ale też ratują przed ciężkim przebiegiem i zgonem. Jak zauważa prof. Mamcarz, szczepienia są największym sukcesem zdrowia publicznego w historii medycyny. Trudno uwierzyć, że trzeba tego wciąż dowodzić.
Zjawisko powrotu dawno zapomnianych chorób, takich jak błonica, pokazuje, jak krucha jest nasza odporność społeczna, gdy maleje liczba szczepień. Koszt jednej szczepionki to kilkadziesiąt złotych, koszt leczenia powikłań – tysiące razy więcej. Paradoksalnie, pacjenci bardziej boją się działań niepożądanych niż samej choroby, której można by uniknąć.
Edukacja zdrowotna: stracona szansa
W szkołach wciąż brakuje obowiązkowej edukacji zdrowotnej. Choć od lat zapowiadana, wciąż pozostaje fakultatywna. Igor Grzesiak podkreśla, że już jedna godzina tygodniowo mogłaby zmienić świadomość społeczną. Dzieci i młodzież mogą być najlepszymi ambasadorami zdrowia – to przez nich można dotrzeć do dorosłych. Bez takiej edukacji nie nauczymy się rozumieć podstawowych pojęć: czym jest ryzyko, jak czytać wyniki badań, dlaczego warto reagować wcześniej, a nie dopiero przy objawach.
Ekonomia zdrowia: złotówka, która oszczędza siedem
Każda złotówka wydana na profilaktykę przynosi siedem złotych oszczędności w leczeniu. To nie slogan, to dane z krajów, które inwestują w prewencję. W Polsce wciąż dyskutujemy o wysokości składki zdrowotnej, zamiast o tym, jak mniej wydawać na leczenie. Otyłość, nazywana „matką chorób cywilizacyjnych”, pokazuje skalę problemu – jej leczenie pochłania fortuny, a prewencja wymaga edukacji, ruchu i zdrowego stylu życia. Niestety, pieniądze z podatku cukrowego zamiast na profilaktykę trafiają do bieżących wydatków systemu.
Wolność kontra odpowiedzialność
Wolność wyboru w zdrowiu kończy się tam, gdzie zaczyna się ryzyko dla innych. Nieszczepienie dzieci to nie tylko prywatna decyzja, ale realne zagrożenie dla tych, którzy z powodów zdrowotnych szczepić się nie mogą. Dlatego obowiązkowe szczepienia są elementem odpowiedzialności społecznej, a nie ograniczeniem wolności. Coraz częściej pojawia się też pytanie, czy osoby celowo unikające profilaktyki powinny ponosić konsekwencje finansowe. To temat niewygodny, ale potrzebny, bo dziś za zaniedbania jednostek płacą wszyscy.
Wszystkie ręce na pokład
Profilaktyka to zadanie wspólne. Lekarze, pielęgniarki, farmaceuci, dziennikarze, samorządy i organizacje pacjentów – każdy ma swoją rolę. Lekarze powinni rozmawiać z pacjentami językiem korzyści, media – walczyć z mitami i uproszczeniami, a państwo – finansować działania, które faktycznie przynoszą efekty. Jak podkreśla prof. Mamcarz, sukces profilaktyki widać dopiero po latach, ale decyzje trzeba podejmować dziś. Bo profilaktyka to nie teoria ani kampania raz do roku. To codzienna praktyka, która decyduje o tym, czy za dekadę będziemy zdrowszym, bardziej świadomym społeczeństwem.


